Noc żywych trupów

W październikowej odsłonie Filmowego Szaleństwa klasyka gatunku „gore” – kultowy horror, który nakręcił debiutujący w fabule George Romero.

Film był przełomem – zarówno dla kina grozy, jak i kina w ogóle. Najbardziej polityczny ze wszystkich midnight movies zapoczątkował nowożytną epokę horroru, w której kpinę i wygłup wypierają elementy krytyki społeczeństwa i władzy. To nie jest niewinny horrorek. Noc żywych trupów naprawdę przeraża, dusząc widza atmosferą rosnącego zagrożenia, opresji, końca świata. Obrazu nie dało się nie odczytywać politycznie. Premiera filmu odbyła się w 1968 roku. Przez Stany przetaczały się studenckie rewolty, toczyła się wojna w Wietnamie, a w tym czasie Romero zaszczepiał zombie w zbiorowej podświadomości.

Debiut Romero został szybko przejęty przez popkulturę i doczekał się licznych kontynuacji i odniesień, a reżyser stał się niekwestionowanym królem gatunku.

To miała być spokojna wycieczka w rodzinne strony. Barbara i Johnny nie wiedzieli jednak, że w chwili, gdy zdecydowali się odwiedzić grób rodziców, Amerykę lat sześćdziesiątych opanowały zombie. Aby przeżyć kolejny dzień, musiały znaleźć świeże ludzkie mięso. Dla Johnny’ego, powalonego na ziemię przez pierwszego żywego trupa, wycieczka skończyła się równie szybko jak się zaczęła. Barbara znalazła schronienie w opuszczonym domu, do którego wkrótce dotarli przypadkowi ludzie, szukając bezpiecznego miejsca na przeczekanie nocy. Ludzie nie byli jednak jedynymi gośćmi…